Afryka ma tę niezwykłą właściwość, że nawet kiedy wydaje nam się, że już trochę ją znamy, potrafi po raz kolejny kompletnie zaskoczyć. Inny krajobraz, inne smaki, inne tempo życia. Senegal jest właśnie takim miejscem – nieoczywistym, kolorowym i bardzo różnorodnym.
Nie jest jeszcze kierunkiem, który automatycznie pojawia się w głowie, kiedy myślimy o egzotycznych wakacjach. I chyba właśnie to najbardziej mi się w nim podoba. Można tu znaleźć szerokie plaże nad Atlantykiem, zobaczyć potężne baobaby, wybrać się na safari, zgubić na chilę w gwarze Dakaru, przepłynąć przez namorzynowe lasy i poznać Afrykę Zachodnią z zupełnie innej strony.
A od tej zimy Senegal stanie się dla nas znacznie łatwiej dostępny. ITAKA wprowadza bezpośrednie czarterowe loty z Polski, dzięki czemu zamiast kombinowania z przesiadkami będzie można po prostu wsiąść do samolotu i kilka godzin później znaleźć się nad Atlantykiem.
Dakar – trochę chaosu, dużo energii
Gdybym miała zacząć poznawanie Senegalu, Dakar zdecydowanie znalazłby się wysoko na mojej liście. Stolica kraju jest głośna, intensywna i pełna życia – czyli dokładnie taka, jakiej można spodziewać się po dużym afrykańskim mieście.
Są tu lokalne targowiska, kolorowe łodzie rybackie, uliczni sprzedawcy, muzyka i ruch, który na początku może wydawać się chaotyczny, a po chwili zaczyna tworzyć swój własny rytm. Dakar jest też jednym z najlepszych miejsc, żeby zacząć przygodę z senegalską kuchnią.

A skoro o niej mowa – warto zapamiętać nazwę thiéboudienne. To jedno z najbardziej charakterystycznych dań kraju, przygotowywane z ryżu, ryby, warzyw i aromatycznych przypraw. Senegal zdecydowanie jest miejscem, które warto poznawać również od kuchni.
Gorée – wyspa, której nie da się potraktować tylko jako atrakcji
Z Dakaru można popłynąć na niewielką wyspę Gorée. Na pierwszy rzut oka jest naprawdę piękna: kolorowe domy, wąskie uliczki, kolonialna architektura, ocean i dużo spokojniejsza atmosfera niż w stolicy.
Ale Gorée ma także drugą, znacznie trudniejszą twarz.
Wyspa jest jednym z najważniejszych miejsc pamięci związanych z historią handlu niewolnikami w Afryce Zachodniej. To zdecydowanie nie jest punkt programu w kategorii „zrobić zdjęcie i iść dalej”. Są takie miejsca, które ogląda się inaczej – bardziej w ciszy, z myślą o tym, co wydarzyło się tutaj wiele lat temu.
I właśnie takie kontrasty często sprawiają, że podróż daje nam coś więcej niż tylko ładne kadry.
Baobaby, sawanna i… safari
Kiedy myślimy o afrykańskim safari, pierwszym skojarzeniem jest zazwyczaj Kenia albo Tanzania. Tymczasem również w Senegalu można zamienić plażę na samochód terenowy i ruszyć na spotkanie z dziką przyrodą.
Jednym z takich miejsc jest rezerwat Bandia, gdzie można zobaczyć między innymi żyrafy, antylopy czy nosorożce. Wszystko w otoczeniu typowego senegalskiego krajobrazu, którego nieodłączną częścią są ogromne baobaby.
Mam ogromną słabość do tych drzew. Są trochę dziwne, trochę majestatyczne i absolutnie nie da się pomylić ich z niczym innym. Nie bez powodu baobab stał się jednym z symboli Senegalu.
I umówmy się – żyrafa przechadzająca się między baobabami brzmi jak całkiem dobry plan na wakacyjny poranek.
Delta Saloum – Senegal zdecydowanie zwalnia
Po Dakarze przychodzi moment na kompletnie inne oblicze kraju.
Delta Saloum to ogromny obszar rzek, niewielkich wysepek, lasów namorzynowych i spokojnych zatoczek. Tutaj zamiast miejskich klaksonów można usłyszeć ptaki, a samochód najlepiej zamienić na łódź.
To właśnie takie miejsca najbardziej lubię w podróżach po Afryce. Niekoniecznie te najbardziej znane, ale te, w których można na chwilę po prostu obserwować życie. Przepłynąć obok małej wioski, zobaczyć rybaków wracających z połowu i uświadomić sobie, że gdzieś zupełnie poza naszym codziennym światem życie płynie własnym rytmem.
Saint-Louis – Senegal z historią w tle
Na północy kraju znajduje się Saint-Louis, dawna stolica Senegalu i jedno z najbardziej charakterystycznych miast w tej części Afryki.
Kolonialne kamienice, kolorowe fasady i położenie pomiędzy rzeką Senegal a Atlantykiem sprawiają, że ma zupełnie inny charakter niż Dakar. To także dobre miejsce, żeby zobaczyć, jak wiele kultur i historii spotkało się przez lata na senegalskim wybrzeżu.
Niedaleko znajduje się Park Narodowy Djoudj – prawdziwy raj dla miłośników przyrody. Tutejsze mokradła są miejscem odpoczynku ogromnej liczby ptaków migrujących. Pelikany, czaple, kormorany czy flamingi potrafią stworzyć tutaj spektakl lepszy niż niejeden program przyrodniczy.
Tyle że tym razem wszystko dzieje się na żywo.
A potem już tylko Atlantyk
Najlepsze w Senegalu jest chyba to, że nie trzeba wybierać pomiędzy podróżą pełną przygód a zwyczajnymi wakacjami.
Po Dakarze, safari, rezerwatach i zwiedzaniu można po prostu przenieść się nad ocean. Wybrzeże Senegalu oferuje długie, piaszczyste plaże, wysokie palmy i temperatury, które zimą z polskiej perspektywy brzmią wyjątkowo kusząco.

Popularnym regionem wypoczynkowym jest Petite Côte, czyli Małe Wybrzeże, położone na południe od Dakaru. Można tutaj znaleźć kurorty, hotele i spokojniejsze miejscowości, ale jednocześnie nadal być wystarczająco blisko miejsc, które pozwalają zobaczyć trochę prawdziwego Senegalu.
Dla mnie właśnie takie połączenie ma najwięcej sensu – kilka dni odkrywania kraju, a potem czas na ocean, książkę i absolutnie nicnierobienie.
Teranga – chyba najważniejsze słowo w Senegalu
Jest jeszcze jedna rzecz, o której bardzo często mówi się w kontekście Senegalu – teranga.
Najprościej przetłumaczyć ją jako gościnność, ale podobno dla Senegalczyków oznacza znacznie więcej. To otwartość na drugiego człowieka, szacunek, dzielenie się tym, co się ma, i traktowanie gościa jak kogoś naprawdę ważnego.
Senegal bywa nawet nazywany „krajem terangi”.
I jeśli miałabym wskazać coś, co w podróżach po Afryce zapamiętuje się najmocniej, bardzo często nie byłyby to zabytki ani najpiękniejsze plaże. To ludzie, przypadkowe rozmowy, uśmiechy i sytuacje, których nie dało się wcześniej zaplanować.
Czy warto zainteresować się Senegalem?
Moim zdaniem zdecydowanie warto mieć go na podróżniczym radarze.
Nie tylko dlatego, że jest nowością i tej zimy po raz pierwszy będzie można polecieć tam z Polski bezpośrednim czarterem z ITAKĄ. Przede wszystkim dlatego, że Senegal daje możliwość zobaczenia Afryki, która dla wielu polskich podróżników nadal pozostaje zupełnie nieznana.
Jest tutaj ocean i są piękne plaże, ale jest też dużo więcej: Dakar, wyspa Gorée, baobaby, safari, delta Saloum, parki narodowe, muzyka, lokalna kuchnia i kultura Afryki Zachodniej.
To nie jest kolejny kierunek, w którym jedynym planem na tydzień musi być przejście z hotelowego pokoju na leżak.
I bardzo dobrze. Bo Afryka jest zdecydowanie zbyt ciekawa, żeby oglądać ją wyłącznie z hotelowej plaży.